Francja południowa pod namiotem z Matyldą i  Klementyną lipiec -  sierpień 2020

                      

   Pełny album zdjęć - kliknij na zdjęcie poniżej: 

        Jest Rok 2020 czyli pandemia szaleje, kolejne kraje się zamykają, ilość zarażonych w niektórych krajach pikuje w niektórych słabnie, wszystko jest karuzelą, szczepionek jeszcze nie ma. Ponieważ wiemy że nigdzie nie wylecimy szczególnie w dalsze rejony, już jesteśmy po odwołanych lotach do Libanu, do Namibii . Wszystko pozamykane albo zaraz będzie zamknięte więc bliższe loty też są ryzykowne bo możemy już nie wrócić jak do Polski nie bedzie się dało wjechać lub opuścić jakiegos kraju. Postanawiamy więc jechać autem do Portugalii na miesiąc. Najpierw do znajomych którzy chwile temu wybrali się do Włoch pod Wenecję. Spędzamy tam 4 dni na olbrzymim '”resortowym” kempingu gdzie dziennie dzieciaki bawią się na basenach i pewnego dnia  robimy sobie wycieczkę do Wenecji. 

        Żegnamy się, jedziemy dalej, następna noc nad jeziorem Como od południowej strony przy koszmarnie zatłoczonym kempingu ( nie było sensu nawet się nawet się meldować) i dalej , na południe na wybrzeże śródziemnomorskie.


            Na pierwszy ogień idzie Monaco – trzeci raz jak jesteśmy w tym mieście -państwie . Pierwszy raz w 1998 w podróży koleją , później w 2009 na wyścigu F1 gdy jeździł Kubica. Wszytko tak samo:) , znów windą możemy się przejechać na wzgórze pod kasyno, znów możemy fotografować lamborghini, ferrari itp.

           Przez kolejne dni  kontynuujemy podróż wzdłuż lazurowego wybrzeża: Marsylia, Montpellier i po kolejnym tygodniu docieramy do Perpignan. Cały czas na polach namiotowych , głównie tych z duża iloscia kotów. Tutaj  przy granicy szykujemy się do wjazdu do Hiszpanii do Walencji gdzie mamy znajomych lecz niestety rośnie gwałtownie liczba przypadków korona wirusa  w Katalonii i w mediach już trąbią o zamknięciu granic francusko – hiszpańskiej . Niemczy również przebąkują że nie będą wpuszczali powracających z wakacji w Hiszpanii i Portugalii. Rewidujemy nasze plany i resztę miesięcznej podróży postanawiamy spędzić szwendając się  głównie po Langwedocji  – czyli najmniej odwiedzanym regionie Francji za to słynącym z największej ilości winnic w tym kraju.



            Zwalniamy więc znacznie i odpoczywamy podziwiając panoramę Pirenejów m.in. znad jeziora Raho na razie na południe od Perpignan przy granicy z Hiszpanią. W Pirenejach Wschodnich są pięknie położne stare warownie i zamki wysoko w górach - jedną z nich odwiedzamy.  Jest to Chateau de Queribus czyli ruiny niedostępnej twierdzy średniowiecznych schizmatyków Katarow z której rozciąga się bajkowy pejzaż na pirenejskie doliny.




        Z większych atrakcji odwiedzamy średniowieczne Carcassonne ze wspaniałym zamkiem , no i oczywiście słynny rzymski akwedukt Pont Du Gard niedaleko Awinionu , gigantyczne genialne dzieło inżynierii z tamtych czasów zachowane w świetnym stanie. Stamtąd już niedaleko do mostu tym razem naturalnego czyli  olbrzymiego   Vallon-Pont-d'Arc na przełomie rzeki Ardeche w rejonie Vallons Pont D'arc.


     Na całym wyjeżdzie we Francji   śpimy tylko na „municypalnych” polach namiotowych czyli nie -komercyjnych tylko na „państwowych” . Mają one tę zaletę że są zawsze rozlokowane w bardzo fajnych miejscach blisko atrakcji czy to naturalnych czy historycznych , są małe, ciche i głównie na wsiach, bez dodatkowej komercyjnej infrastruktury typu baseny dyskoteki itp . Są też bardzo tanie , cena za całą nasze rodzinę waha się od 14 do 28 euro. Bardzo miło wspominamy np.Chemin des Casscades w  uroczym wiejskim zakątku czy też Camping Cabaresse w regionie Ardeche który akurat basen miał, co było przydatne w 35 stopniach. Było na nim zaledwie kilka  rodzin , pięknie położony na wzgórzach z dala od osad ludzkich. Stad niedaleko do uroczego małego Pont-Saint Esprit z senną starówką ze starym XIII wiecznym mostem na Rodanie  na którym akurat na wakacje jest zainstalowana tyrolka i można w dwie strony przefrunąć na Rodanem ;).


            Jadąc alej w stronę północna czyli obierając kierunek powrotny zatrzymujemy się przy Sautadet cascades  : naturalnych basenach wydrążonych w skałach rzeki Ceze . Aga pokonuje swoje leki i skacze z wysokich skał do czarnej wody:) Klimat miejsca jest niesamowity , gorąc nie odpuszcza. Jedziemy dalej na północ- wjeżdżamy w rejon Alp. Zwiedzamy słodkie aż do buli górskie Etermont i okoliczne wsie wyjęte jak z pocztówek, mijamy Grenoble i wjeżdżamy do Sabaudi.

            Tu udajemy się w górską wędrówkę ( taką akurat dla dzieci;) w rejonie Cirque de Saint-Même nad wodospad o tej samej nazwie. Spotykamy się tu z naszą znajomą która od lat mieszka w Alpach nieopodal Grenoble. Tu pierwszy raz temperatura spada poniżej 30 stopni .

            Kontynuując drogę na północny wschód koniecznie zahaczamy w Niemczech o zamek „szalonego” Ludwika Neuschwanstein w Alpach Bawarskich. RZeeczywiście musiał coś brać żeby zbudować cos takiego na wzgórzu posród niczego:) 

Kierunek haimat czyli przez Czechy wjeżdżamy do Polski. Mamy za sobą równy miesiąc pod namiotem, ani jednego dnia deszczu;)

Tak w sumie południe Francji pod namiot to lepszy kierunek niż Irlandia czy Islandia:)





         

                       powrót  do  menu   podróże