Irlandia  z Matyldą i  Klementyną -  sierpień 2021

                      

   Pełny album zdjęć - kliknij na zdjęcie poniżej: 

celtycki cmentarz zVI w  w górach Wicklow

        Do Irlandii polecieliśmy w sierpniu na niecałe dwa tygodnie jak tylko pojawiły się niedrogie bilety z Ryanair'a za około dwie stówki. Spakowaliśmy się z namiotami – do tego celu kupiłem dwie małe 2-u sekundówki z Decathlonu bo ta co mamy już jest zbyt wysłużona;). Spakowaliśmy je razem za naszym stufffem campingowym – zakreczowaliśmy całość i tym razem mieliśmy taki niekształtny bagaż oprócz podręcznego. Załatwienie miejsc campingowych nie było proste – przepisy covidowe nie pozwalają przyjmować tylu namiotów co zwykle lub campingi są pozamykane. Przed wyjazdem korespondowałem z kilkudziesięcioma kempingami , większość była full, udało mi się znaleźć kilka gdzie po-bukowałem po dwie noce w każdym tak żeby ogarnąć jedną duża pętlą prawie całą Irlandię ( bez Irlandii północnej).




DUBLIN


pod pomnikiem  Oskara Wilde'a

            W Dublinie odebraliśmy naszą wypożyczoną małą KIĘ i spaliśmy kilka nocy na bardzo dużym polu namiotowym Camac valley na południe od miasta z którym jednak wiązała się niemiła przygoda – ale to dopiero w dniu odjazdu... Pozwiedzaliśmy przez parę dni Dublin, pogoda w kratkę deszcz- słońce, w mieście są fajne podziemne parkingi na których stajemy i chodzimy z buta.. Co chwile musimy pokazywać paszporty cocvidowe , nawet w najbardziej znamym irlandzkim Temple Pubie żeby napić się Guinnessa trzeba wylegitymować się tymi papierami. Pod The Spire nie trzeba na szczęście się niczym legitymować;) Dublin trochę małomiasteczkowy w porównaniu do wielkich metropolii ale całkiem przyjemny. Z Dublina pojechaliśmy na południe kilkadziesiąt km w góry Wicklow , złapałem gumę i od tego czasu już jeździłem do końca na dojazdówce;) W tychże górach (dość niskich) oglądamy bardzo pięknie położony stary celtycki cmentarz z VI wieku . Dziewczyny spragnione wody kąpały się w górskim jeziorze z szeregiem obserwujących je poubieranych po szyję turystów – brrrrr...


ostrygi w pubach Dublina

POŁUDNIE



na kempingu  Top of the Rock

        Zatrzymujemy się na polu namiotowym Top of the Rock, już na samym południu Irlandii, było tu mnóstwo małych zwierząt hodowlanych, jakiś małe kurki, owieczki, kózki więc dla dzieci frajda. Dojazd był masakryczny wiejskimi drogami wśród gęstwin zieleni przez całe godziny z dala od jakichkolwiek mieścin. Pada prawie cały czas;) Stamtąd niedaleko do Ring of Kerry czyli fajnej trasy widokowej nad poszarpanym wybrzeżem południowo- zachodnim nad zatoką Kenmare. Co chwile kupujemy bekon który jest tu genialny robimy oczywiście jajka na bekonie, robimy je wszędzie, na campingu , przy stacji benzynowej, w parkach, w lesie, na poboczach ;)



Niedaleko jest miasteczko Limmerick z bardzo fajnym skansenem w którym jest nawet szkoła z żywym nauczycielem dzwoniącym ręcznym dzwonkiem i wzywającym dzieci na lekcje:) Na następnym polu namiotowym niestety nieczynne prysznice przez covid. Do tego leje już non stop, póki co nasze namioty trzymają się dzielnie;)


WSCHODNIE WYBRZEŻE




pod klifami Moheru

        Dalej wybraliśmy się na zachodnie wybrzeże nad Klify Moheru – czyli tam gdzie były kręcone plenery VI część Harrego Pottera . Zrobiliśmy spacerek 10 km wzdłuż wyznaczonej ścieżki nad klifami , teraz mieliśmy super pogodę , wychodziło nawet słońce.


        Stamtąd niedaleko do jednej najważniejszej atrakcji z najdawniejszych czasów czyli do megalitycznego Poulnabrone, podobno jest to grób sprzed 5200 r.p n.e. Nie było nikogo, sam obelisk jest pięknie położony na olbrzymim skalnym plateau. We wiosce nieopodal chcemy się pożywić ale wieczorem na wioskach to tak jak u nas. Nikogo trzeźwego, przed knajpą narzygane, a w knajpie okropny smród alkoholowy ,nic do jedzenia tylko picie:) W kolejnym wioskowym pubie już bardziej przyjaznym dostaliśmy nawet tosty i Guinnessa pierwszy raz w normalnych pieniądzach – niecałe 3 euro zamiast 7 w Dublinie:)


megalityczny  Poulnabrone

PÓŁNOC


        Z klifów jedziemy dalej na północ do Parku Narodowego Connemara tak jak podaje przewodnik bardzo dzikiego rejonu do pieszych wędrówek. I jest tak rzeczywiście, krajobrazy księżycowe, zupełnie jak na Islandii , bez żadnych drzew tylko skały, niska roślinność i drogi szutrowe. W tym regionie znajduje się bardzo malowniczo położone nad samym jeziorem opactwo Kylemore zbudowane w stylu neogotyckim z 1868 r. Był to kiedyś pałac, przekształcony później w klasztor, można też sobie fajnie pospacerować po okolicy. 


opactwo
Kylemore

        Trochę na południe od Connemarry na wybrzeżu są najładniejsze plaże w całej Irlandii, ponieważ pogoda dopisuje jedziemy na Dog's bay beach, zupełnie jak na Karaibach z prawie białym piaskiem. Oczywiście woda o bezczelnie niskiej temperaturze ale dziewczynom nie przeszkadza to zażywać kąpieli.



Dog's bay beach



        Na koniec 12 dniowego pobytu jedziemy jeszcze na północ w okolice jeziora Lough Conn, do Belleck Wood Caravan - nad rzeką Moy w hrabstwie Mayo. Koło kempingu jest piękny zameczek zamieniony w hotel a w parku u jego podnóża nagrobki psów z ckliwymi sentencjami dawnych właściciel:) Stamtąd obieramy już kierunek na wschód przecinając Irlandię wracamy do Dublina. Tu po zabukowaniu wcześniej biletów udaje nam się odwiedzić słynną bibliotekę Trinity College która inspirowała panią Rowling w pisaniu Harrego Pottera ;)



nasz kemping pod Dublinem. Z tyłu za autem pomiędzy  dwoma drzewami samotna latarnia w którą za chwilę z całym impetem przypierniczę wycofując  tyłem  naszym  wypożyczonym małym czarnym autkiem :)

        Na ostatnią noc dekujemy się na tym samym polu namiotowym co na początku – i w końcu dzwon! Wycofując nie zauważam jednej z nielicznym latarni koło naszego namiotu;) Wgniecenie jest konkretne – walnięta tylna klapa, połomany zderzak, kamera tylna się wykrzywiła i pokazuje już co innego za autem;) . Jest trochę nerwów na lotnisku bo czasu do odlotu niewiele a tu trzeba pospisywać wszystkie uszkodzenia, zrobić oględziny na szczęście z bardzo pomocną panią z Rumuni - pracownikiem wypożyczalni. Zawsze biorę full ubezpieczenie więc po jakimś miesiącu od przyjazdu całą kwotę zabezpieczenia wkładu własnego dostaję na konto i wszystko kończy się dobrze:)


w porcie Dublina

         

                       powrót  do  menu   podróże